niedziela, 14 stycznia 2018

Chiny - jak się przygotować do wyjazdu




Chiny – czy warto zwiedzić ?

            Odpowiedź jest oczywiście twierdząca. Chiny to bezpieczne, nowoczesne i bardzo interesujące państwo. Warto zapuścić się w mniej typowe miejsca jak wielkie miasta aby poznać ten kraj z innej strony...

Wiza

Aby tam dotrzeć trzeba wyrobić sobie wizę. Wzór dokumentu znajduje się na stronie ambasady chińskiej w Warszawie. Niestety, tematu nie załatwimy drogą e’mailową. Trzeba swoje odstać przed ambasadą. Ta zaś przyjmuje wnioski tylko kilka dni w tygodniu i w dodatku tylko przez kilka porannych godzin.
Stąd sugeruję udać się tam wczesną porą. Osobiście byłem tam kilka minut po siódmej rano a kolejka była już całkiem spora.
Wiza kosztuje 160,00 zł. I trzeba wykonać dwa podejścia aby ją otrzymać. Pierwsze – składając wniosek, zaś drugie, po opłaceniu kosztów wydania wizy na konto bankowe ambasady – przy samym odbiorze paszportu z wbitą pieczątką wizową. Można oczywiście skorzystać z pośrednika (w Internecie jest wiele osób reklamujących swe usług w tym zakresie) za niewielką odpłatnością. 
Aby otrzymać wizę turystyczną wcześniej należy zabukować sobie hotele. Jeżeli planujemy się przemieszczać – także bilety kolejowe oraz lotnicze.
Kopie tych dokumentów stanowią załącznik do zgłoszenia wizowego.  

Przygotowanie do wyjazdu.

Generalnie - do samego wyjazdu przygotowywałem się kilka tygodni czytając min. blogi podróżnicze. Pod ich wpływem nastawiałem się na nieznane, albowiem…wiele osób, dzieląc się wrażeniami z tego kraju opisywało jego mieszkańców jakby to było nieokrzesane społeczeństwo pełne prymitywnych zachowań (brak kultury osobistej w europejskim wydaniu) a jest zgoła inaczej.
Młodzi Chińczycy dość średnio znają angielski. Starsze pokolenie zdecydowanie wcale. Stąd sugeruję ściągnąć na komórkę bezpłatną aplikację translatora angielsko-chińskiego oraz polsko-chińskiego. Obie okazały się użyteczne.
Wybierając się do tego kraju trzeba pamiętać, że jest tam generalnie kontrolowany Internet. Powszechnie funkcjonujące strony takie jak np. facebook, google, you tube są blokowane – chcąc więc z nich korzystać podczas pobytu należy zainstalować sobie aplikację VPN. Jest ich kilka rodzajów – ja wybrałem VPN Express. Spisał się doskonale. Zresztą sami Chińczycy, jak się o tym naocznie przekonałem,  z niego korzystają…
            Aby nie tracić kontaktu ze swoim krajem sugeruję też zainstalować sobie chińską kartę telefoniczną z Internetem. Roaming jest bowiem absurdalnie drogi.
            Mając tę wiedzę usługę tę zablokowałem, ale nie Internet... Na lotnisku w Szanghaju nie kupiłem karty SIM i … wpadłem.
Wbrew temu co niektórzy piszą na blogach – niemożliwe jest zakupienie chińskiej karty u narodowego operatora. Kilkakrotnie próbowałem to zrobić, ale chińskie czytniki nie sczytują danych z dokumentów opatrzonych łacińskim alfabetem. Każda karta SIM musi być zarejestrowana na zasadach podobnych jak w Polsce. Zdany więc byłem na rozsądne operowanie krajową kartą. Z Internetu korzystałem tylko w hotelach i miejscach z free wi-fi  ale i tak po powrocie rachunek za kilka (łącznie sześć) krótkich połączeń wyniósł w sieci T-mobile około 300,00 zł. Angielska karta sieci Lyca tuż po wylądowaniu przestała działać i przynajmniej na tym operatorze zaoszczędziłem ...
            Obok zabezpieczenia się w tani kontakt internetowy warto pomyśleć o Power banku. Przy czym sugeruję aby uważać z tym urządzeniem, albowiem wg przepisów chińskich Power bank można przewozić jedynie w bagażu podręcznym a moc znamionowa nie może przekraczać 160 Wh.  
            Podczas przelotów wewnętrznych na lotniskach specjalnie zwracano na to urządzenie uwagę.
            Kolejna uwaga dotyczy chińskiej waluty. Chcąc się dobrze przygotować należy wymienić sobie w kantorze (najtańsze juany otrzymać można w Warszawie) większą część gotówki a część zabezpieczyć na karcie kredytowej. Hotele w większych miastach akceptują europejskie karty kredytowe, są też bankomaty. Osobiście z nich jednak nie korzystałem pomimo zainstalowanej w telefonie aplikacji VISA, która wyłapywała najbliższe bankomaty określając najlepsze kursy juana do złotówki i funta. 
W Chinach rozpowszechniona jest płatność za pośrednictwem aplikacji telefonicznej. W naszym kraju takie płatności są na etapie… raczkowania. Owszem, niektóre banki w Polsce (np. mBank) reklamują telefoniczną aplikację płatniczą. Tylko ta działa zupełnie inaczej niż w Chinach. Generalnie w tym kraju odchodzi się już od obiegu gotówkowego.
Przekonałem się o tym osobiście, kiedy kilka razy stanąłem przed dylematem, iż nie kupię pożywienia bez dostępu do chińskiej aplikacji w komórce. Raz w restauracji Chińczyk opłacił mój rachunek wykorzystując swoją aplikację w komórce ja zaś zwróciłem mu gotówkę, a raz w cukierni na stacji metra Chinka dopłaciła mi do rachunku kilka juanów (albowiem zwrot towaru nie jest praktykowany zaś europejskie karty kredytowe nie są autoryzowane). Inna sprawa, iż nie wolno odmówić niosącemu pomoc Chińczykowi, bo to stanowiłoby dla niego dyshonor.



Jak się ubrać.
           
            W Chinach byłem na przełomie listopada i grudnia. W Szanghaju było ciepło zaś w Zhangye już szczypał mróz (w górach leżał śnieg).
            Przed wyjazdem w planowane miejsca proponuję sprawdzić występującą temperaturę albo nastawić się na miejscowe zakupy.  
Wbrew obiegowym wrażeniom Chińczycy bardzo dbają o swój wygląd zewnętrzny. Nie zauważyłem ani jednego nieogolonego mężczyzny w przeciwieństwie do mnie… Generalnie faceci w Chinach ubierają się porządniej niż kobiety (podobnie jak w Japonii). Ciekawe z czego to wynika…
            Chińskich domy handlowe robią niesamowite wrażenie. Do tej pory West End London shopping wydawał mi się największym… Gigantomania opanowała Chiny nawet w tej dziedzinie życia.
            W Polsce wciąż pokutuje opinia o chińskich produktach jako tanich produktach-podróbkach. Są efektem chińskich „centrów handlowych” w których upłynnia się za niewielkie pieniądze rzeczywiście chińską tandetę.  A rzeczywistość jest diametralnie różna.
W ciągu jednego pokolenia kraj wykonał ogromny skok cywilizacyjny. Przykłady można sypać jak z rękawa… Ale o tym najlepiej przekonać się naocznie.
Ja wziąłem do Chin swoje mocne używane ciuchy i przyznaję – w Szanghaju czy Xian czułem się nieco skrępowany, jednak na prowincji było OK.




Transport

            W związku z tym, że żona zaplanowała objazd Chin od Szanghaju poprzez Xining, Xian, Zhangye i Czengdu musieliśmy wcześniej (przed otrzymaniem wizy) zabukować środki transportu. W tym wypadku pomocą służyły dwie bardzo pomocne strony internetowe:
Rome2rio.com oraz Chinatraveldepot.com.
            Bilety kolejowe rezerwowaliśmy na Chinatraveldepot.com wskazując miejsce dostarczenia konkretny hotel. Bilety docierały zawsze na czas.
            Chińska sieć szybkich kolei to przykład jak daleko Polska odstaje w tej dziedzinie od świata. Do tej pory japońskie shinkanseny wydawały się nadzwyczaj szybkie, ale to już przeszłość.
Chińskie pociągi są nie tylko szybkie ale też punktualne, czyste i bezpieczne. Dworce kolejowe, w zależności od natężenia ruchu, są mniej lub bardziej zatłoczone. Inność polega na tym, ze na peron wchodzimy dopiero gdy ma nadjechać pociąg. Przed przyjazdem pociągu nikt nie znajduje się na peronie.  
Na trasach tak krótkich jak też długodystansowych obsługa oferuje zimne napoje jak też inne artykuły spożywcze. Bilety kolejowe są zaś zdecydowanie tańsze niż w naszym kraju. Za pierwszą klasę kuszetki dalekobieżnego pociągu z Xining do Zanghye zapłaciłem raptem 42,5 yuana tj. ok. 20,00 zł. (4 funty). Pociąg z Chengu do Leshan, także I klasą kosztował aż 54 juany (27 zł. lub 5 funtów) zaś najdroższym był dzienny pociąg z Zhangye do Xiningu – 110 yuanów (50 zł. lub 10 funtów). Ceny niskie w porównaniu z polskimi o standardzie nie wspominając.    
Bilety lotnicze rezerwowaliśmy także za pośrednictwem Chinatraveldepot.com jak też Ctrip.com.
Chińskie linie wewnętrzne, podobnie jak pociągi, są punktualne. W Chinach nie ma tzw. tanich linii. Stąd nie ma problemu z ewentualną dopłatą do bagażu rejestrowego. Wszystko (bagaż, posiłki) wliczone jest do ceny biletu.
Korzystaliśmy z trzech linii. Pierwszy lot odbyliśmy z Szanghaju do Xian (Shanghai Airlines), następnie z Xiningu do Chengdu (China Eastern) oraz z Chengdu do Szanghaju (Syczuan Airlines).
Na lotnisko spokojnie można dotrzeć wg europejskich standardów. Obiekty są świetnie skomunikowane z pociągami oraz autobusami. Trzeba tylko pamiętać, że na każdym niemalże kroku trzeba zarezerwować chwilę na prześwietlanie bagażu.
Miejsca w samolotach były bardzo wygodne, sporo miejsca na nogi i bagaż podręczny, posiłki także smaczne. Czasami tylko Chińczycy zajmowali nie swoje miejsce ale też zawsze bez awantury przemieszczali się na swój fotelik.

Generalnie odbyliśmy następującą trasę
Szanghaj – Xian – lot
Xian – Zhangye – pociąg nocny
Zhangye – Xining – pociąg dzienny
Xining – Chengu – lot
Chengdu – Szanghaj – lot  










Zupełnie inny temat to trasy komunikacyjne – średnio w każdym większym mieście główne ulice mają od 3 do 5 pasów w każdą stronę. Po nich poruszają się nie tylko auta ale różnego rodzaju dwuślady i jednoślady. Skrzyżowania przyprawiają wręcz o ciarki, gdy pojawia się jeszcze pieszy, który w Chinach na drodze jest intruzem … Zielone światło wcale nie oznacza, że pieszy ma pierwszeństwo – pieszy ma jedynie prawo do przejścia…

            Niezmiernie tanie są też taksówki. Stąd w godzinach szczytu naprawdę trudno jakąś złapać. 
            Taksówki mają jednak pewne mankamenty – drażnił mnie np. zwyczaj taksówkarzy, którzy starali się doładować swoje autko innymi chętnymi… Ale co kraj to obyczaj.
            Generalnie publiczne środki transportu są w Chinach po prostu tanie. Za kilka juanów można przejechać metrem spory kawałek miasta. Jeżeli weźmie się pod uwagę, że generalnie w każdym mieście jest metro to poruszanie się środkami transportu publicznego jest łatwe, tanie i wygodne.
            Pod hasłem walki z terroryzmem w Chinach ograniczono prawo do prywatności poprzez wprowadzenie w publicznych miejscach transportu kontroli bagażu. Na każdej stacji metra, kolei czy portu lotniczego stały urządzenia do sprawdzania zawartości torebek, toreb, walizek etc. Państwo ma bezdyskusyjnie charakter policyjny ale Chińczycy tolerują to z typowym buddyjsko-konfucjańskim spokojem.
Kolejny temat-rzeka - cena benzyny nie przekracza 3,50 zł. za litr. Niestety, nie zdecydowałem się na wynajęcie auta, aby zwiedzać zaplanowane miejsca. Woleliśmy z żoną poruszać się autkami z kierowcą, których cena byłą po prostu niska (zwłaszcza na prowincji)..
                       
            Następnym razem opiszę bardzo dokładnie (dzień po dniu) naszą chińską przygodę.


    





 



 



niedziela, 21 maja 2017

Od Ushaw do Barnard Castle (Anglia).



Planując objazd Northumbrii nie wiedziałem, że obiektem wartym obejrzenia jest Ushaw. Dopiero w Durham do moich rak trafiła ulotka reklamująca to miejsce. I nie zawiodłem się.  


Ushaw College to byłe seminarium, które do 2011 r. kształciło  księży katolickich. Aktualnie, z powodu braku powołań, zmieniło profil działania i funkcjonuje jako Wyższa Szkoła Biznesu. Uczelnia została założona w 1808 r. jako Kolegium św. Katarzyny przez uczonych z angielskiego kolegium Douai, którzy uciekli z Francji w wyniku rewolucji francuskiej. 


The Big Library 

Ushaw College jest spadkobiercą filozofii katolickiej propagowanej w English College w Dunai (aktualnie Francja). Uczelnia ta została założone przez Filipa II hiszpańskiego (męża Marii Tudor) w 1562 r. Fundacja uniwersytetu zbiegła się z obecnością tutaj dużej liczby angielskich katolików, którzy przybyli do Hiszpańskich Niderlandów w związku z przystąpieniem Elżbiety I Wielkiej do reimpozycji protestantyzmu w Anglii.
                                 St Cuthbert's Chapel 

 Pierwszym rektorem uczelni został były kanclerz uniwersytetu w Oxfordzie, Richard Smith, który zorganizował ośrodek na wzór angielski. W wyniku rewolucji francuskiej Douai został opuszczony przez katolików. Część profesorów uczelni osiadła w Crook Hall na północny zachód od Durham w Anglii. Fakt ten stał się możliwym, po złagodzeniu w ciągu XVIII w. ustawodawstwa w stosunku do katolików (Catholic Relief Acts). Wówczas też nastąpiła ponowna odbudowa struktur katolickich w tym kraju.

 Great West Window the Chapel of St Thomas 


W 1790 r. Wikarym Apostolskim w północnej Anglii został William Gibson. On też patronował procesowi osiedlania się katolików, uciekających z Francji, w swojej diecezji.
W 1804 r. wydał też zgodę na budowę katolickiej uczelni w Ushaw Moor, 4 mile na zachód od Durham, która byłaby spadkobierczynią tradycji Collegium Dunai.



W ciągu dziewiętnastego wieku następował systematyczny rozwój kolegium. Pierwszy budynek został otwarty jako Kolegium św. Katarzyny już w 1808 r. Kolejny (kaplica) w 1847 r. Dwa lata później oddano do użytku Wielką Bibliotekę i Salę Wystawową Kaplica św. Katarzyny, zaprojektowana przez Dunna i Hansoma, została otwarta w 1884 r. zastępując wcześniejszą.


 
 The Refectory






Rozbudowywano nowe budynki, które zaspokajały rosnącą liczbę studentów tak klerykalnych jak i świeckich.



                                                     The Hall


W pewnym momencie swej historii w Ushaw mieszkało nawet 5000 osób zaś ośrodek, w założeniach samowystarczalny, posiadał nie tylko piekarnię ale nawet własną kopalnię węgla…




St Cuthbert's Ring 


Kult Św. Cuthberta jest wciąż żywy w tej części Anglii. Opis tej postaci pojawił się nawet w II części świetnego serialu The Last Kingdom.

                                  St Cuthbert's Chapel 

Zdjęcie niestety, ale nie nie oddaje naprawdę wyrafinowanego wnętrza kaplicy


 The reredos of St Michael's Chapel depicting"The Last Judgement".


        The English Martyrs Triptych



 Zachęcam do odwiedzenia tego miejsca.To nie będzie stracony czas...








 Stąd udaliśmy się w kierunku Barnard Castle. Po drodze zatrzymaliśmy się w Bishop Auckland. Miejsce to znajduje się 25 mil od Durham zaś od Ushaw niecałe 10 mil. Usytuowano tutaj Zamek Auckland, zwany także jako Auckland Palace zaś lokalnie jako Zamek Biskupi. Niestety przed obiektem nie ma miejsc parkingowych. Stąd należy liczyć się z kilkusetmetrową przechadzką od najbliższego miejsca postojowego.


 


 Obiekt w Auckland był główną siedzibą księcia-biskupa z Durham przez ponad 800 lat tj. do 1832 r. Aktualnie bardziej przypomina gotycki dom niż średniowieczne fortyfikacje.
 






 Obecnie znajdują się tutaj biura administracyjne diecezji Durham ale do zwiedzania udostępniona jest stała wystawa prezentująca dzieje chrześcijaństwa w Wielkiej Brytanii i na północnym wschodzie Anglii. W jadalni usytuowano 12 z 13 słynnych XVII-wiecznych obrazów, autorstwa Francisco de Zurbarana i jego synów. Niestety zamek w Auckland na czas remontu jest zamknięty. Otwarty dla publiczności jest za to park o powierzchni 3,2 km2, który pierwotnie wykorzystywany był przez biskupów jako miejsce polowań.


 
  W Bishop Auckland można obejrzeć jeszcze ruiny fortu z czasów rzymskich. My jednak wybraliśmy inne miejsce, położone raptem 1,5 mili dalej, jakim jest Escomb. Znajduje się tutaj  jeden z trzech kompletnie zachowanych anglo-saksońskich kościołów.





Świątynia został założona około 670-675 r. Większość kamienia do jej budowy pochodziła z pobliskiego rzymskiego Fortu z Binchester. Na południowej ścianie usytuowany jest zegar słoneczny VII lub VIII w. zaś na północnej rzymski kamień z widocznym oznaczeniem "LEG VI" (szósty legion) ustawiony do góry nogami.
 










Wokół świątyni zachowany jest niewielki cmentarz, z płytami nagrobnymi pochodzącymi od czasów anglosaskich aż po w XIX w.  







 


Po obejrzeniu kościółka udaliśmy się dalej. Na chwilę zatrzymaliśmy się w Raby aby zrobić fotkę zamku, który wybudowany został w XIV w. a w którym urodziła się Cecylia Neville, matka króla Edwarda IV oraz Ryszarda III.


Obiekt warto obejrzeć nie tylko z powodu jego związku z rodziną Neville. Posiadłość jest znana z wielkiego kilkusethektarowego parku oraz hodowli jeleni.
Aktualnie obiekt znajduje się w prywatnych rękach rodziny Vane. W 1626 r. zamek, wraz z Barnard Castle odkupił od Korony Henry Vane (rodzina Neville straciła swe dobra po przystąpieniu Charlesa Nevilla, szóstego hrabiego Westmorland do tzw. powstania północnego w 1569 r. popierającego Marię królową Szkotów).

W sezonie letnim zamek otwarty jest dla publiczności. Inaczej jest z Barnard Castle. Obiekt wykupiony przez rodzinę Vane stanowi dzisiaj jedną wielką ruinę. Stanowił bowiem dla nowych właścicieli budulec do wszelkich prac remontowych Raby Castle.


 A historia tego obiektu jest zdecydowanie ciekawsza. Zamek wybudowany został w XI w. przez Normanów. Własnościowo związany był z rodziną de Balliol. Najbardziej znanym przedstawicielem tego rodu był Bernard de Balliol, król Szkocji. Po jego upadku własność rodu przeszła w posiadanie rodziny Neville z Warwick. Dalej obiekt dzielił losy podobne do Raby Castle.



  Innym miejscem, któremu warto poświęcić uwagę w Barnard Castle, jest Bowes Museum. Bilet kosztuje 10,50 f. od osoby, ale wart jest tej ceny.
Obiekt został zaprojektowany jako galeria sztuki przez Johna Bowesa i jego żonę Joséphine Chevalier, hrabinę Montalbo. Wybudowano go od podstaw w stylu francuskiego empire. 
John Bowes dorobił się swego majątku głównie jako hodowca koni wyścigowych. Jego żona była wcześniej aktorką jednego z francuskich teatrów, który ten wykupił w 1847 r.



 

Oboje pasjonowali się kulturą jednak Josephine bardzo chciała mieć własną galerię. Tę oddano do użytku w 1892 r. Autorka pomysłu zmarła dwa lata wcześniej zaś jej mąż do końca swych dni nie przekroczył progu tej budowli.
Warto zaznaczyć, iż byli jednymi z pierwszych angielskich kolekcjonerów, którzy zbierali działa Goi i El Greco.







Po obejrzeniu kolekcji małżonków Bowes udaliśmy się na odpoczynek do Newbiggen by the Sea.















poniedziałek, 1 maja 2017

Northumbria (Anglia)




Northumbria to obszar położony przy angielsko-szkockiej granicy. Panuje tu cisza i spokój charakterystyczny dla angielskiej prowincji, bo żyje się tutaj bez pośpiechu. Obszar ten obfituje w bardzo wiele ciekawych miejsc. To miejsce narodzin chrześcijaństwa w Anglii, Znajduje się tutaj także dużo więcej zamków niż w pozostałych regionach Anglii ze względu na pogranicze ze Szkocją a wcześniej z ulubionym miejscem lądowań Wikingów na pięknych piaszczystych plażach...
            Do Northumbri można przylecieć samolotem. Tanie loty Ryanairem do Newcastle, niedrogie koszty wynajmu autka jak też noclegi sprzyjają temu by odwiedzić to miejsce.
            Pierwszym punktem, który warto obejrzeć to Newcastle upon Tyne. W mieście tym warto pójść na Stare Miasto, zwane Chares. Znajduje się tam Custom House (urząd celny z XVIII wieku), Guildhall (ratusz z XVII wieku), zamek i katedra św. Mikołaja. Ten ostatni obiekt to jedna z najmniejszych angielskich katedr, w środku której znajdują się pozostałości XI-wiecznego kościoła Normanów, na którego miejscu powstała ta XIV-to wieczna budowla. Warto też zwrócić uwagę na mosty przerzucone przez rzeką Tyne. Wśród nich jest Tyne Bridge, który w swoim czasie był najdłuższym jednoprzęsłowym mostem na świecie.




Niestety, tych obiektów nie widziałem albowiem wprost z lotniska skierowałem się do Durham. Po drodze zatrzymałem się aby popatrzeć w Gateshead na gigantycznego Anioła Północy (post code NE9 7TY). Rzeźba Angel of the North pochodzi z 1998 r. Ma 20 m. wysokości zaś rozpiętość skrzydeł obejmuje 54 m.). 






Kolejnym miejscem postoju był Penshaw.  Miejscowość ta położona jest około 3 mile na północ od Houghton-le-Spring niedaleko rzeki Wear kolo Washington. Znajduje się tutaj Penshaw Monument (Houghton le Spring) z 1844 r. czyli trzykrotne zmniejszona replika świątyni Hefajstosa w Atenach (post code DHA 7NJ). Świątynię wzniesiono na cześć lorda Johna Georga Lambtona.
            Replika tej greckiej budowli znajduje się na wzgórzu – wstęp bezpłatny.



Niedaleko znajduje się też Washington Old Hall - osiemnastowieczny dworek, w którym mieszkali bezpośredni przodkowie Georga Washingtona – pierwszego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Budynek otoczony jest podobno uroczym ogrodem. Wstęp do ogrodów jest bezpłatny, natomiast zwiedzanie dworku jest odpłatne. Niestety, ale tutaj nie zatrzymywaliśmy się lecz pojechaliśmy w kierunku Finhale Priori, obiektu także położonego nad rzeką Wear (post code DH1 5SH).  



Klasztor ten został założony przez mnichów w 1196 r. w miejscu istniejących pustelni św. Godrica z Finhale, wcześniej żeglarza jak też i handlarza, który osiadł tu po życiu pełnym przygód i podróży.


Godric był w swoim czasie dość intrygującą postacią min. był kapitanem statku, który w 1102 r. przewiózł króla Baldwina I z Jerozolimy do Jaffy. Na początku XII w. odwiedził Lindisfarne, i prawdopodobnie wówczas, odwiedzając sanktuarium w St Cuthberta, przeszedł konwersję religijną. W 1115 roku przekonał Ranulfa Flambarda, biskupa Durham, aby przyznał mu ziemię w Finchale, by utworzyć pustelnię w pętli rzeki Wear. Formalnie nigdy też nie został kanonizowany, więc termin "święty" jest trochę na wyrost...

Budowa klasztoru trwała długo. Najwcześniejsze budynki datują się na 1196 r. Miały tzw. tymczasowy charakter. Główne obiekty pochodzą z XIII w. Kościół ukończono w 1277 r.
Finchale Priory można zwiedzać bez żadnych opłat wstępu. O ile wstęp jest za free to za parkowanie należy zapłacić 3 funty lub parkować powyżej tego miejsca. Skąd taka opłata ? Teren pozostaje w rękach prywatnych. Formalnie zwiedzanie ruin klasztoru rozpoczyna się od godz. 10,00 do 16,00, brama jednak jest otwierana znacznie wcześniej. Finchale Priory został rozwiązany przez Henryka VIII i z czasem zaczął popadać w ruinę.

 


Po obejrzeniu tego miejsca udaliśmy się do Durham aby obejrzeć katedrę i zamek. 




 Katedra w Durham jest aktualnie jedynym kościołem w Anglii zachowanym w niemal niezmienionej formie nadanej w czasach normańskich.  Ale jest też pierwszym miejscem w Anglii, w którym nie można fotografować. Główną atrakcją dla wiernych jest grób św. Kutberta, którego szczątki złożono tutaj w 995 r. Postaci tej poświęcę więcej miejsca, gdy opisywać będę Lindisfarne, miejsce które nieodłącznie wiąże się z Durham.


 



Zwiedziwszy katedrę udaliśmy się do stojącego w niewielkiej odległości zamku. Aktualnie w obiekcie tym usytuowany jest uniwersytet. Do zwiedzania wyłączono tylko niewielki fragment, który można oglądać tylko odpłatnie (5 funtów od osoby) i tylko z przewodnikiem.












Pierwotny obiekt warowny powstał w 1072 r. na wniosek Wilhelma Zdobywcy. Z czasem zamek został przekazany biskupom Durham którzy przekształcili go w fortyfikację.



Główny hol wybudowano w 1284 r. W 1350 r. został jeszcze bardziej rozbudowany, tak że do XVI w.  była to największa sala główna w Brytanii. Potem Henryk VIII ograniczył własność duchownych. Na mocy aktu parlamentarnego z 1832 r. w budynku został założony uniwersytet. Formalnie zamek podarowano uniwersytetowi w 1837 r.






W zamku znajdują się dwie kapliczki - Normańska, zbudowana w 1078 r., oraz Tunstalla, zbudowana w 1540 r. 
 Podobno warto odwiedzić też Durham Heritage Center - muzeum historii miasta. Niestety, wobec późnej godziny miast do muzeum udaliśmy się Gilesgate Moor Hotel. 




            Następnego dnia pojechaliśmy do Ushaw College.