środa, 11 maja 2016

Kamakura



Kolejny dzień zaczął się od wyjazdu do Kamakury, która w latach 1192-1333 była faktyczną stolicą Japonii (okres siogunatu Kamakura).
Z Tokio można dojechać tu podmiejskim pociągiem. Mieści się tutaj wiele zabytkowych miejsc z których obejrzeliśmy trzy.
Pierwszym był, najsłynniejszy zabytek miasta, Kotoku-in.



Świątynia znana jest z posągu Wielkiego Buddy który pochodzi z około 1252 r. Do XIX w. Kamakura Daibutsu usytuowany był wewnątrz świątyni, którą zniszczyło tsunami. Obiekt wykonany jest z brązu. Jego wysokość wynosi 13,35 m, waga – ok. 93 ton. Odlew jest wewnątrz pusty. Można też doń wejść. 







 



















 Potem potuptusialiśmy do kolejnego miejsca – świątyni Hasa-dera. Obiekt należy do buddyjskiej sekty Tendai. Legenda głosi, iż świątynia została wzniesiona w VIII w. jakkolwiek pierwsze dokumenty pochodzą z XII w. 



 W środku świątyni znajduje się jedna z największych drewnianych rzeźb w Japonii, o wysokości 9 m., która jest wykonana z pozłacanego drewna kamforowego. Posiada 11 głów, z których każda reprezentuje inny etap w poszukiwaniu oświecenia.







Na terenie świątyni znajduje się mnóstwo małych posążków Jizo umieszczonych tu przez rodziców, którzy stracili swe nienarodzone dzieci.




 Podczas zwiedzania świątyni byliśmy biernymi uczestnikami buddyjskiego zgromadzenia religijnego.








Stąd udaliśmy się do Tsurugaoka Hachiman-gu – kolejnej świątyni tłumnie odwiedzanej przez turystów.








 Tsurugaoka Hachimangu Shrine - miejsce koegzystencji dwóch religii przez ponad 500 lat...











Więcej świątyń już w Kamakurze nie oglądaliśmy, chociaż jest ich w tym miejscu jeszcze sporo. 


Wracając na ostatni nocleg w Tokio polukaliśmy na niedostępny
dla turystów Pałac Cesarski.













Pochodziliśmy troszkę po Kitanomaru Park.











 










 














 







Zatrzymaliśmy się przy pomniku Kusunokiego Masashige, XIV-wiecznego wojownika.









 



 Ostatnim obiektem jaki mnie zainteresował w Tokio był Yasukuni Shrine.










 




Yasukuni Shrine - shintoistyczny chram poświęcony duchom żołnierzy, którzy polegli w służbie cesarza. Chram stanowi źródło kontrowersji. Uczczono tu ponad tysiąc osób, które zostały uznane min. przez Trybunał Tokijski, za zbrodniarzy wojennych.








 W tym miejscu turystów generalnie nie ma. Za to jest to bardzo wielu Japończyków. Obok chramu znajduje się muzeum, które prezentuje historię cesarstwa nieco odmiennie niż oficjalnie.







 świątynny ogród, bardzo klimatyczny.











Następnego dnia obraliśmy kierunek Nagoja.









 




wtorek, 10 maja 2016

next day at Tokyo - kolejny dzień w Tokio



Następny dzień w Tokio był deszczowy. Mimo to musiałem zobaczyć japońską prawosławną katedrę, która zniszczona podczas trzęsienia ziemi w 1923 r. została kilka lat później odbudowana. 




Aktualnie Japoński Kościół Prawosławny podlega pod Autokefaliczny Kościół Prawosławny w USA. Jako obiekt wśród japońskiej architektury prezentuje się dość egzotycznie…












Potem udaliśmy się na Kanda Secondo-hand Books Area. Specyfiką tego miejsca jest specjalizacja antykwariatów od książek poprzez komiksy kończąc na obrazach. Znajduje się tutaj po prostu wszystko. Można tu znaleźć nie tylko ciekawe pozycje książkowe np. w j. angielskim ale nawet… polskim. My jednak zaopatrzyliśmy się w „obrazy pływającego świata” szkoły ukiyo-e za naprawdę śmieszne pieniążki… 





Następnie udaliśmy się do Shibuya – na „słynne” przejście dla pieszych. Słynne chyba jedynie z wpisów internetowych. Osobiście uważam, że jest to miejsce po prostu przereklamowane. Albowiem takich przejść „wzdłuż i po przekątnej” w Tokio (generalnie w Japonii) są dziesiątki.  Największy zysk z reklamy tego miejsca czerpie chyba Starbuck Coffee, bo jedyne miejsce z którego można obserwować przechodniów mieści się na drugim piętrze ich kawiarenki.





Zdegustowany tą atrakcją pojechaliśmy do świątyni Meiji. To ważne w Japonii miejsce.













 Chram poświęcony jest pamięci cesarza Meiji, który otworzył Japonię na Zachód.



Miejsce to generalnie wolne jest od turystów. Za to Japończycy przybywąju tu tłumnie składając pod świętym drzewem życzenia wotywne.










Także tutaj znajdują się duże ilości poświęconej sake...











I tak myśląc o mniej świętej sake


pojechaliśmy do Kabuki w celach żywieniowo-relaksacyjnych. 














 


 Na stacji metra musieliśmy jednak się rozdzielić. A wszystko dzięki namolnym Japończykom, którzy w godzinach szczytu lubią się "ocierać"....










 Kabuki to bardzo sympatyczna dzielnica oferująca sporo rozrywki. 



Robot Restaurant to rzeczywiście ciekawe rozwiązanie. Posiłki choć podawane są przez roboty są nawet smaczne.







 







 Za to wieczorową porą zaczyna się innego typu rozrywka... Niestety żona zapragnęła wieczornego spaceru.



 Taaak - wieczorny spacer po ogrodach cesarskich może być przyjemnym...


















 




poniedziałek, 9 maja 2016

Tokyo



Zwiedzanie polecanych przez internautów miejsc, jako wartych obejrzenia rozpoczęliśmy od Asakusy. Tutaj znajduje się najstarsza w Tokio buddyjska świątynia Senso-ji. Należy ona do sekty Tendai

 

Zanim tam jednak dotarliśmy, tuż po wyjściu ze stacji metra, zobaczyliśmy dwa charakterystyczne obiekty.
Pierwszym była Tokyo Skytree Tower oraz okrzyknięty przez Tokijczyków mianem … kupy tzw. złoty płomień.





 Jak już wcześniej zauważyłem świątynia Senso-ji ma swój specyficzny urok.
 

Codziennie przewija się tutaj mnóstwo tak turystów jak i wyznawców buddyzmu. 








 

 






                     














 


Po obejrzeniu świątyni Senso-Ji udaliśmy się do Asakusa Kannon Temple Gardens











Miejsce w którym jest zdecydowanie mniej turystów. Można  tutaj odpocząć od niedawnej ich rzeszy.











Z Asakusy krokiem niespiesznym podreptaliśmy w moje ulubione miejsce jakim jest muzeum. Dokładnie było to Edo-Tokyo Museum. 









Po drodze natknęliśmy się na  Tokyo Memorial Temple. Jest to muzeum poświęcone pamięci tych, którzy zginęli w dniu 01 września 1923 r. Tego dnia miało bowiem miejsce trzęsienie ziemi w wyniku którego zniknęło z powierzchni siedemdziesiąt procent Tokio.


Edo-Tokyo Museum podobne jest do London Museum oraz York Castle Museum.


O ile jednak muzeum w Yorku próbuje odtworzyć tylko epokę wiktoriańską, Edo-Tokyo Museum odtwarza, podobnie jak placówka londyńska, pełną historię miasta od czasów najdawniejszych po współczesność prezentując eksponaty w stosunku 1x1.























Dodatkową atrakcję stanowiła wystawa malarstwa Leonarda da Vinci















 



Chociaż czas się tutaj nie dłużył zaczął jednak doskwierać głodzio. Akurat na parterze znajdowała się włoska knajpka, ale panowały w niej zwyczaje japońskie.











 
I tak oto trzeba było najpierw się wpisać do księgi gości a potem grzecznie sobie poczekać, aż zwolni się stolik.

    
Kiedy w końcu zostaliśmy zaproszeni do środka podręczny bagaż należało umieścić w koszyczku usytuowanym pod krzesełkiem. Czas oczekiwania opłacił się - posiłek był naprawdę wyborny.













Po zapoznaniu się z historią miasta ruszyliśmy, na rozreklamowaną w internecie atrakcję czyli Tokyo Skytree Tower. I muszę przyznać, że było to moje pierwsze rozczarowanie.
Aby dotrzeć na wieżę należało wystać się w tasiemcowej kolejce, zapłacić ok. 15 funtów  za bilecik aby w kilkunastoosobowej windzie dotrzeć na szczyt. Ludzi mnóstwo, każdy stara się polukać i zrobić fotkę zaś widok to  dachy wszędobylskich wieżowców. Szczerze - stałem za biletami ponad pół godziny zaś na wierzy byłem może 10 minut - bo ile można lukać na wieżowce ??? Z Wieży Eiffla widok jest zdecydowanie ciekawszy!











Humor poprawił mi się dopiero
wieczorem na japońskim ... Oktoberfest. I tak zakończyliśmy pierwszy dzień poznawania Tokyo.

niedziela, 8 maja 2016

Japan travel - japońska podróż



Do Japonii przyjechałem dysponując informacjami pochodzącymi z internetu. Podstawowa była dość zaskakująca – trzeba mieć ze sobą sporo gotówki bo w Japonii brak jest bankomatów a poza tym, generalizując, w kraju króluje obieg gotówkowy. To nie jest prawda. Ten kto się tam wybiera spokojnie może korzystać z karty bankomatowej. Hotele, restauracje a nawet antykwariaty – preferują wpłaty z karty. Jeśli ktoś chce zrobić zakup np. w sklepie elektronicznym – płacąc kartą kredytową otrzymuje 5% zniżki. W efekcie wróciłem z Japonii z nadwyżką gotówki...
Oczywiście, przed wyjazdem trzeba zabukować sobie JR Pass (Japan Rail Pass) czyli bilet na jeden z rodzajów japońskich kolei (JR). JR Pass obejmuje nie tylko Shinkanseny czyli tzw. szybkie pociągi, ale również miejską i podmiejską kolejkę występujące pod tą samą marką .
Po przylocie należy na lotnisku „walidować” zabukowany bilet na klasyczny wydruk i koniec. Tutaj też warto zaopatrzyć się w bilety na miejskie środki transportu. I tu kolejna uwaga – metro tokijskie jest diametralnie inne niż np. londyńskie – poszczególne linie nie są ze sobą skomunikowane. Kończąc przejazd jedną linią następną możemy znaleźć albo na sąsiednim peronie albo dopiero … kilka przecznic dalej. Podobnie jest z liniami kolejowymi oraz autobusowymi.
Planując pobyt w Tokio proponuję zakupić kartę suica, działającą podobnie do londyńska oyster card. Doładowując ją można bez problemu korzystać z linii metra, kolejowych oraz niektórych autobusowych. Turyści mogą też sobie wykupić na lotnisku karnety na całodzienne przejazdy liniami metra – szczegół tkwi jednak w tym, iż taki bilet uprawnia do użytkowania państwowych linii metra wykluczając innych przewoźników linii metra. Skorzystałem z takiego jednodniowego biletu – efekt – w kieszeni ciut więcej jenów ale nóżki zmęczone bo linie metra leżą w pewnej odległości między sobą (chyba, ze połączysz taki bilet z JR Passem…).
            Po przylocie w godzinach popołudniowych na lotnisko Haneda udaliśmy się z żoną autobusem do hotelu położonego w Kitasenju a potem na kolację.
        



W Japonii korzystaliśmy generalnie z knajpek gdzie turyści są rzadkością.







 
Powód bardzo prosty – posiłki przygotowywane dla autochtonów bardziej nam odpowiadały, były nie tylko smaczniejsze ale i przyjaźniejsze dla kieszeni...

Na zdjęciu - zielona herbata z przystawką przed głównym posiłkiem.





I tak minął pierwszy dzień. Następnego ranka rozpoczęliśmy klasyczną „japońską podróż”.